niedziela, 25 maja 2014

Prolog

Mam na imię Kay Jackson. Mam szesnaście lat i duże szanse by stać się kolejnym trybutem. Dzisiaj nastąpi kolejne losowanie i wybiorą cztery nazwiska. Dwóch chłopaków i dwie dziewczyny by stanęły do walki o cenną nagrodę. Dostanie życie i chwała dystryktu. Zmiana losu to piękna i odległa perspektywa. Trybuci walczą na arenie o przetrwanie, każde zadanie może zakończyć się śmiercią, ale nie jest to jedyne zagrożenie. Pozostałe dystrykty, a zwłaszcza pierwszy i drugi próbują wyeliminować przeciwników, gdyż główną nagrodę dzieli się na wszystkich uczestników, którzy przeżyją czterdzieści dni zmagań na arenie. Pochodzę z ubogiej rodziny i perspektywa bogactwa to dla mnie łakomy kąsek, ale gdybym miała wybierać moje nazwisko nigdy nie znalazłoby się w tej szklanej kuli, przy której stoi Elfie. Jej piskliwy głos, wdziera się do mojej czaszki, gdy stoję pośród tłumu czekającego na wyniki. Widzę Gale, mojego przyjaciela ze szkoły. Chłopaka, w którym się podkochuje, ale który mnie nie zauważa, bo jest zbyt zajęty wędrówkami z Katniss Everdeen. Czasami gdy Katniss jest zbyt zajęta Gale przychodzi i zabiera mnie na wędrówki do lasu. Nauczył mnie jak przetrwać i polować. Czasami gadamy, a ja słucham jego obelg rzucanych na Kapitol. Czasami mam wrażenie, że mówi bardziej do siebie niż do mnie. Wyjście do lasu jest sprzeczne z prawem, ale zrobiłabym znacznie więcej by mu zaimponować, a po za tym podobnie jak on muszę coś jeść. Moi rodzice nie żyją, a ja chowałam się przed strażnikami pokoju by nie wysłali mnie do domu komunalnego. Z czasem odpuścili przymykając oczy na mają obecność, dopóki nie sprawiałam problemów. Elfie wyciągnęła pierwszą kartkę.
- Katniss Everdeen - wyczytała, a dziewczyna zbladła jak ściana. Zaczęła powoli sunąć w stronę sceny, a ja bardzo jej współczułam. Nie chciałam by ktokolwiek brał udział w igrzyskach, ponieważ wielu z nich nie wracało, a z dystryktu dwunastego nie udało się to nikomu od trzydziestu lat. Katniss stanęła na scenie wyprostowana jak struna, z nieodgadnioną miną patrzyła w dal. Jej buzię wykrzywił sztuczny uśmiech, gdy spojrzała na przerażoną twarz młodszej siostry Prim. Elfie nie przejęła się zbytnio sytuacją i ruszyła w stronę kuli z nazwiskami chłopców.
- Peeta Melark - wyczytała, a na twarzy Katniss pojawił się wyraz jeszcze większej rozpaczy. Nie wiem kim dla niej był chłopak, ale byłam pewna, że dziewczyna dałaby wiele, żeby nie brał udziału w igrzyskach. Elfie uśmiechnęła się do chłopaka, który pewnie wkroczył na scenę. On jednak nie zwracał na nią uwagi kierując ją na Katniss. Podał jej dłoń i nie puszczał dopóki nie wyczytano kolejnego nazwiska.
- Gale Hawthorne - usłyszałam, a nogi się pode mną ugięły. Tylko nie on! To nie może być on! Nie mogłam płakać, nie chciałam okazać jak bardzo przeraziło mnie to, że wyjeżdża i najprawdopodobniej nigdy nie wróci. Elfie poklepała wchodzącego na podium Gale. Jego twarz nie zdradzała strachu ani żadnych innych emocji. Przypomniałam sobie co myśli o igrzyskach i zastanawiałam się kiedy go znowu zobaczę, gdy usłyszałam czwarte nazwisko:
- Kay Jackson